Z terapii w przyjaźń?

6 grudnia 2015 Obyczaje

2015.12.06_therapy_01Są osoby, które systematycznie korzystają z pomocy psychologa. Traktują to jako element higieny psychicznej. Większość jednak szuka takiego kontaktu dopiero wtedy, gdy „wali się cały świat”. Terapeuta pomaga wrócić do stanu równowagi. W procesie pomagania niezbędne jest poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Nawiązuje się bardzo bliska relacja, często mylnie rozumiana i źle interpretowana. Nie będę tu rozpatrywać kwestii uwikłania się emocjonalnego w trakcie trwania terapii. Nie będę opisywać uwikłań w relacje seksualne. Nie to jest tematem tego artykułu. Wolę zwrócić uwagę na aspekt – niby niewinnych – kontaktów koleżeńskich pomiędzy pacjentem/klientem a terapeutą.

Terapia ma na celu pomoc człowiekowi w potrzebie. Gabinet psychologa nie jest miejscem do zawierania przyjaźni.

W gabinecie mówimy o sytuacjach najtrudniejszych w życiu, przerabiamy skrajne emocje – czasem na pograniczu obsesji i szaleństwa. Terapeuta, jeśli pomoże, jawi się jako zbawca, twór nadprzyrodzony o bezgranicznej mocy. Pacjent/klient, wiedziony wdzięcznością z powodu wyraźnej poprawy komfortu życia, chciałby się odwdzięczyć – czasami swoją przyjaźnią. Uważa terapeutę za autorytet, zazdrości mu umiejętności, podziwia go.

Łatwo wpaść w pułapkę.

Terapeuta, psycholog – to też człowiek, ze swoimi słabościami, trudnymi przeżyciami i gorszym dniem. Posiada wiedzę, jak poruszać się w obszarach ludzkich. Będąc niezaangażowanym emocjonalnie w sprawy pacjenta/klienta, pomaga mu odzyskać równowagę, wyprostować przeszłość.

Jednak terapeuta nie jest zwolniony od „zwykłych” przeżyć: ma swoją rzeczywistość, uczucia, doświadczenia. W relacjach prywatnych różnie się zachowuje. Czasem wcale nie tak, jak oczekuje tego otoczenie.

Gdy pacjent/klient odkryje zwyczajność terapeuty, czuje zawód. Przecież miał być taki nadzwyczajny! Nigdy rzeczywistość nie pokryje się z wyobrażeniem, bo nie ma w tej relacji równowagi i być nie może. Terapeuta zna najbardziej skrywane sekrety pacjenta. Stąd już krok do przechylenia szali. Pacjent narzuca „przyjaźń” rywalizacyjną: o, nie jest taki świetny, mogę być w tym czy tamtym lepszy!

Na początku daje to pacjentowi satysfakcję, a później niedoskonałość terapeuty jako przyjaciela powoduje złość i frustrację. Pacjent zbyt wiele od terapeuty wymaga. Przede wszystkim doskonałości, a ta z natury swej rzeczy jest nieosiągalna. Do równowagi mogło by dojść wtedy, gdyby na jakiś czas zamienili się miejscami. Nie jest to jednak możliwe, bo nigdy – nawet przez chwilę – terapeuta nie będzie pacjentem swojego pacjenta (chodzi o psychoterapię). A jeśli tak by się stało, to byłoby to chore i znaczyłoby, że terapeuta potrzebuje natychmiastowej superwizyjnej pomocy.

Ludzie pracujący na rzecz innych ludzi narażeni są na wypalenie. Poddawani są ciągłej ocenie. Rzadko kto bierze pod uwagę, że odpowiedzialność stanowi ogromne codzienne obciążenie. Dlatego psycholog/terapeuta we własnym interesie powinien dbać o komfort psychiczny, a jednym z elementów jest nie narażanie się na stres z powodu frustracji byłego pacjenta, a niedoszłego przyjaciela.