Fatalne zauroczenie.

1 czerwca 2015 Obyczaje

fatalne_zauroczenieWybuchy zazdrości, potrzeba kontrolowania partnera, a wszystko – w imię wielkiego uczucia. Czy tak postępuje kobieta, która naprawdę kocha swojego mężczyznę?
O obsesyjnej miłości rozmawiamy z psycholog Anną Kossak.

Są kobiety, które twierdzą, że kochają bardziej niż inne, ponieważ zrobią dla swojego ukochanego dosłownie wszystko…

Rozmawiając o kochaniu, trzeba zdefiniować pojęcie miłości. Najprościej ujmuję to tak: miłość zaczyna się od siebie. Umiesz zadbać o swoją duszę i swoje ciało, dbasz o swoje emocje – jesteś gotowy do obdarzenia miłością i do przyjęcia jej. Bo miłość to równowaga w dawaniu i braniu. Jeśli jesteś kłębkiem nerwów, wszędzie węszysz zdradę, relacje z innymi opierasz na manipulacji emocjami – to znaczy, że masz kłopot ze sobą, więc bycie w szczęśliwym związku jest niemożliwe. Obsesja, zazdrość, kontrola – to nie jest miłość. To nieprawda, że kto kocha, jest zazdrosny. Zazdrosny jest ktoś, kto ma niską samoocenę i lęk przed porzuceniem. Nie ma czegoś takiego jak „kochanie za bardzo”. Za to wiele pojęć myli się z miłością.

Czy osoby, które kochają obsesyjnie, lubią się ze swoją miłością afiszować? Czy wprost przeciwnie – omotują dyskretnie, po cichu?

Różne zaburzenia różnie się objawiają, ale mają jedną cechę wspólną: manipulację. Od wywierania wpływu różni się tym, że jest podszyta kłamstwem i złymi intencjami: po trupach do celu. Człowiek, który stosuje przemoc psychiczną w formie szantażu, teatralnych wystąpień z groźbami samobójczymi lub udawaniem wiecznej choroby i słabości, nie jest osobą, która kocha, tylko manipulantem. Afiszowanie się z „miłością” czy omotywanie „po cichu” to różne strategie stosowane przez osoby psychopatyczne, z kochaniem niemające nic wspólnego.

Czasem trudno określić, co jeszcze jest np. troską, a co już obsesją. Kiedy powinna nam się zapalić czerwona lampka?

Określić to jest łatwo, ale jest w tym jedna trudność: osoba uwikłana przez emocjonalnego „przemocowca” nie jest w stanie trzeźwo ocenić sytuacji, w jakiej się znajduje. Dlatego warto słuchać, co mówi nasze otoczenie. Jeśli jesteś w nim od lat i masz zaufanie do najbliższych, którzy są zaniepokojeni twoim zachowaniem lub brakiem kontaktu z tobą, to przyjrzyj się swojej „miłości”. Tym wnikliwiej, im bardziej gwałtownie się pojawiła. Jeśli on do tej pory miał nieudane życie, otaczają go sami złoczyńcy, była żona to zła kobieta, ale ty jesteś inna, on to czuje… Dziewczyno, bierz nogi za pas. Chcąc kupić kieckę, odwiedzasz kilka sklepów, mierzysz tonę szmat. A w związek rzucasz się bez zastanowienia, bo… on jest fantastyczny. Nie, on nie jest fantastyczny. Budujesz swoje złudzenia na tym, co on ci obieca. Nie sprawdzasz, bo przecież trzeba ufać. To dlaczego z takim zaufaniem nie kupisz sukienki bez przymierzenia? Sprawdź, kim jest ten, dla którego po pięciu minutach jesteś całym światem. Wypytaj o przeszłość zawodową i osobistą. Jakie ma stosunki z rodziną? Jeśli nie ma nikogo, z kim może cię poznać, to nie trzeba Sherlocka Holmesa do wysnucia wniosku, że coś z nim jest nie tak.

Kobieta, która bardzo mocno kocha, często się też poświęca…

Ona nie poświęca się, bo kocha, tylko wybrała taki sposób na własne życie. Jest to nic innego jak przemoc, tylko w koronkowych rękawiczkach. Jeśli się poświęcasz, a w zamian oczekujesz hołdów i oddania – to robisz to dla siebie, nie dla innych. Jeśli męczysz swoich bliskich wiecznymi wymówkami i żalem za niedocenianie – to zwyczajnie ich zadręczasz. Poświęcenie nie jest nikomu potrzebne, a już najmniej chcą go ofiary poświęcających się matek Polek. Nadopiekuńczość to także przemoc. Spowodowana jest nadmiernym zapotrzebowaniem na kontrolowanie: ja wiem, co dla ciebie lepsze.

Czego oczekuje kobieta, która dużo daje?

Ta, która daje, bo chce, nie oczekuje niczego i to jest zdrowe. Jeśli daje, bo chce uzyskać wdzięczność, chce zasłużyć na miłość, chce kontrolować swoich bliskich – to nie ma z jej strony miłości, tylko dążenie do zaspokojenia swoich wewnętrznych potrzeb.

Są też kobiety, które z myślą o ukochanym zrezygnowały ze wszystkiego, z pracy, hobby, koleżanek…

Można z myślą o ukochanym zrezygnować z czegoś, jeśli nie idzie za tym poczucie krzywdy. Natomiast uwieszenie się na ukochanym: –Zobacz, ja rezygnuję z mojego życia, a ty mnie kochaj – jest także przemocą. Jeżeli obydwoje zgodnie przyjmują dany model związku – może na jakiś czas, zanim dzieci dorosną – wszystko jest w porządku. Ale jeśli ona „rezygnuje” ze swojego życia – którego tak naprawdę nie miała, tylko wypatrywała ofiary, wokół której się owinie jak bluszcz – po to, żeby ją uwikłać w zależność ze sobą – to gdzie tutaj miłość? Mężczyźni reagują na to różnie: jeden zaczyna grać w tę grę i po latach ma poczucie przegranego życia, inny rezygnuje ze związku.

Uwieszenie się na ukochanym: „Zobacz, ja rezygnuję ze wszystkiego, więc mnie kochaj”, jest także rodzajem przemocy.

Kobiety stosują różnego rodzaju sztuczki, żeby partnerzy jednak je doceniali…

Jeśli on nie chce jej poświęceń, nie będzie tego doceniał, chociaż z poczucia przyzwoitości wobec rodziny i dzieci może w takim związku tkwić. Wtedy wszyscy są nieszczęśliwi: ona, bo nie dostaje wdzięczności, on, bo czuje, że się dusi, i dzieci, bo widzą, że matka jest smutna, a ojciec wkurzony albo odwrotnie. Tak samo dzieci: jeśli chcą inaczej żyć, niż wymyśliła mamusia, nie będą jej wdzięczne za przywożenie obiadków i kupno ciepłej bielizny.

Mimo że mężczyznę zaczyna to uwierać, to potrafi w takim związku zadziwiająco długo wytrwać…

Odpowiedzialność za rodzinę to jedna możliwość, ale częściej chodzi o co innego: o wygodę. A tak! Każda zmiana związana jest z wysiłkiem. Chcąc odciąć raz na zawsze bluszcz, trzeba złapać za sekator. Sprawy majątkowe, mieszkaniowe – te kwestie powodują niemoc sprawczą. Zwłaszcza że współczesne kobiety są otwarte na związki bez zobowiązań, więc mężczyźnie łatwo jest znaleźć pocieszenie i odskocznię w ramionach miłej, ciepłej i wolnej kobiety, która liczy na to, że w końcu przestanie być tą trzecią. Mijają lata, a nic się nie zmienia. Mówi się, że kobiety lubią łajdaków, lecz nie mówi się, dlaczego. Jeśli kobieta ma taki wzorzec w postaci ojca, na partnera wybierze podobnego mężczyznę. Ale kiedy pewnego dnia on postanawia odejść, to ona… Cierpi, ale widzi szansę na zmianę swojego życia i idzie po pomoc. Albo chce się zabić. Czyści wszystkie konta i puszcza go w skarpetkach. Udaje obłożnie chorą ze zdiagnozowanym rakiem. Używa dzieci w wojnie podjazdowej. Błaga na kolanach, żeby został i obiecuje, że „będzie dobrze”. Strategie są różne. Trzeba podkreślić jedno: tak może się zachowywać nie tylko żona, ale także kochanka, która miała być miłą odskocznią. Nie ma czegoś takiego jak związek bez zobowiązań. Jest jednorazowy seks, dostępny na wyciągnięcie ręki. Ale jeśli jest on cykliczny, rodzą się oczekiwania. Tak nas stworzyła natura.

Mówi się, że kobiety lubią łajdaków, lecz nie mówi się, dlaczego. jeśli kobieta ma taki wzorzec w postaci ojca, na partnera wybierze podobnego mężczyznę.

Załóżmy, że mężczyzna jednak został z kobietą. Ale robi się agresywny, a w dodatku zdradza ją i bije.

To nie tak. Jeśli ma tendencję do zdradzania i bicia, to wybierze sobie taką partnerkę, która będzie to tolerować, a nie kobietę bluszcz wymagającą uwagi. Mówi się, że kobiety lubią łajdaków, tylko nie mówi się dlaczego. Otóż jeśli dziewczynka ma taki wzorzec mężczyzny, który czasem przytula, a najczęściej odpycha – ponieważ taki był jej ojciec – to wybierze partnera o podobnych „parametrach”, bo to zna. Z partnerem dbającym i kochającym będzie czuła się niezręcznie, nie będzie umiała się z nim odnaleźć. Każda matka powinna mieć świadomość, że jeżeli na partnera wybiera „przemocowca” i pozwala mu demolować swoje życie, to fundamentem relacji jej dzieci będzie przemoc. Syn nauczy się źle traktować kobiety, córka – bycia źle traktowaną.

Czy jest jakaś szansa na uleczenie związku, w którym jedna ze stron myli miłość z obsesją? Czy może w tym pomóc terapia?

Nie da się nikogo do niczego namówić, jeśli ten ktoś tego nie chce. A zacząć należy przede wszystkim od siebie. Warto przy tym korzystać z pomocy fachowca, ponieważ trudno się zdystansować, kiedy emocje buzują. Trzeba przyjrzeć się różnym swoim naleciałościom, modelowi funkcjonowania i budowania relacji. Po co mi związek z emocjonalnym oprawcą? Odpowiedzi bywają zaskakujące. ?

Rozmawiała Katarzyna Ziemnicka
Dziennikarka specjalizująca się w tematyce psychologicznej.
Autorka książek dla dzieci.